EMOCJE – droga do siebie

EMOCJE – droga do siebie

Naszymi pierwszymi drogowskazami są emocje. Nie ma dobrych i złych. Są te łatwiejsze w odbiorze i trudniejsze. Często wydaje nam się że powinniśmy czuć te, które są zazwyczaj oceniane jako „lepsze” – wdzięczność, spokój, radość. Te „gorsze” – złość, gniew, smutek – bywają odrzucane. A już szczególnie w lukrowanej duchowości. Osoba odczuwająca taką, na przykład, nienawiść, jest omijana szerokim łukiem, jako ta nieprzepracowana, mniej świadoma. Wszechmiłość, istoto, masz czuć a nie jakieś agresje i inne straszydła. Bo tymi niepożądanymi emocjami straszą nas już za dzieciaka wywołując w nas poczucie wstydu i winy że czujemy co czujemy. I tak często chodzimy po ziemi z poupychanym wszędzie wszech-wkurwem na istnienie, którego czuć nie chcemy bo jest „zły”, no i mamy do niego doczepione poczucie winy, że „niewłaściwie” czujemy.

Ta wielka złość pokazuje się nam kiedy tylko może i ulewamy ją a to na sąsiada, a to na partnera. Czasem widzimy ją w innych, nazywając tych innych – złymi i demonicznymi. A to jest wszystko nasze. Potrafimy zaprojektować swój wyparty cień na innych.

Kluczem jest przyjecie wszystkich emocji i stanów. Nieróżnicowanie ich na dobre i złe. Są jakie są. Są potrzebne. Ich pierwotne przeznaczenie to nasza obrona, rozwój świadomości, możliwość połączenia z istnieniem, dosięgnięcie pełni. Są jak nić Ariadny. Prowadzą nas do skarbu samopoznania.
.
Ważne jest żeby czuć. Czujemy i nie wchodzimy w umysł, nie obtłumaczamy myślami tego co czujemy, nie oceniamy tego co czujemy.
Na przykład, czujemy emocję żalu, tak po prostu. Natomiast kiedy czujemy i zaczynamy myśleć co czujemy, wchodzić w głowę i obtłumaczać to, zmieniamy treść tego co się odczuwa. Nie uwalniamy tej emocji ale motamy się w konstrukty umysłu.

Przykład obtłumaczania: czuję żal, a jaki to żal? A może to nie jest żal? Może to co innego? To chyba taki smutek, a poza tym inni mieli gorzej. W sumie to chyba nie jest żal, poczucie żalu już przerobiłam. Znacie to? Witamy w klubie obtłumaczaczy! Jeśli myślimy że coś czujemy to… myślimy.

Ale spokojnie. Jeśli wkraczasz na ścieżkę pracy z emocjami, to na początku wędrówki do siebie, łatwo pomylić czucie z myśleniem o czuciu. Potem coraz łatwiej rozpoznać poznać co jest czym. I możemy czuć.

Czasem pojawia się coś czego czuć nie chcemy. Wtedy możemy zakłamać to co czujemy, bo czucie tego jest bardzo niewygodne. I nie dopuszczamy do świadomości tego że taka emocja istnieje. Na przykład jesteśmy w relacji i czujemy gniew. Nie chcemy go czuć, jakże możemy się na ukochaną istotę gniewać. Ten cud i ideał. A tymczasem ten cud i ideał (wg projekcji naszego umysłu) nas przekracza. I ten gniew nam to pokazuje.

Przyjmijmy każdą emocję jaka się pojawi, ukochajmy ją i uwolnijmy. Aż spod tych emocji poczujemy naszą właściwą istotę, nasze jestestwo, duszę. I tych momentów poczucia siebie będzie więcej. Tak dotrzemy do siebie.

Photo by David Cassolato

×
×

Koszyk